![]() |
źródło: medigo.pl |
No i dorwało, dorwało Moje Maleństwo, wstrętne choróbsko.
Początkowo myślałam, że zaszkodziło jej moje chili (dla chętnych, przepis będzie na innym moim blogu:)), może nie chili, tylko czerwona papryka, a konkretnie jakaś skórka z niej, "przykleiła" się do Jej malutkiego żołądeczka.
Czwartek po południu pierwsze BLEEEE: banan zjedzony na deser.
Drugie BLEE jakąś godzinę później: całe kawałki papryki, fasoli, co bozia dała.
Ale Moja Mała, jak większość Kobiet nie do zajechania jest. Więc cały wieczór dobrze się bawiła, tańczyła itd. co tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że to zwykł nieżyt żołądka.
Ale w nocy przyszło najgorsze: biegunka, jakiej w życiu moim, prawie trzydziestoletnim nie widziałam.
Jak ją wyciągnęłam z łóżeczka, to nie wiedziałam jeszcze czy się za przeproszeniem tak porzyg... czy posr..... Całą ją do wanienki wsadziliśmy, z łóżeczka wszystko do prania. A Ona biedna, Pani Idealna nie mogła się pogodzić z tym, co się stało i patrząc na swoje ufajdane skarpetki, płacze i krzyczy: NIE! NIE!
Dodam tylko, że to raczej nie było chili, tylko jakiś wstrętny jelitowy wirus bo Mamusia cały weekend robiła to, co dziecko we czwartek, na szczęście już nie do łóżeczka ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz